Początki Teatru LA M.ORT to mój drugi rok studiów. Kilka osób z różnych uczelni i kierunków, za to w większości z jednego akademika, pracujących nad spektaklem "Samotność". Szukałam takiego rozwiązania, by Widz nie tylko mógł o samotności usłyszeć, ale i ją odczuć. Dlatego spektakl graliśmy dla piętnastu osób, indywidualnie wprowadzanych do sali, oczekujących na wejście niejako w kolejce, a później tak rozmieszczonych, by obserwować siebie z pewnego oddalenia, dystansu. Nazwę grupy wybraliśmy świadomie, nie tylko, by oddać ukłon w stronę Tadeusza Kantora, ale i by podkreślić, że to teatr robiony bez zbędnych środków, niepotrzebnego przepychu, nawet nie: czarno-biały, ale niemalże czarno-szary.
Od początku najważniejszy był Widz, przekonanie, że bez niego nie ma teatru. Niby banał, ale wcale nie taki oczywisty w dzisiejszym świecie sztuki. Zawsze interesował mnie człowiek, z całą swoją złożonością psychiki i odczuć. Te dwa elementy stanowią dla mnie punkt wyjścia do pracy: potrzeba dotknięcia jakiegoś tematu, problemu, przed którym staję jako człowiek i drugi: pytanie o Widza, o to, w jaki sposób w danym spektaklu "funkcjonuje", by jak najlepiej do niego dotrzeć. Ten sposób myślenia doprowadził do spektaklu "Wszystko zamiast" granego tylko dla jednego Widza. "Szkielet" spektaklu, temat przewodni jest zawsze taki sam, ale to Widz decyduje, czy chce go rozwinąć, wdać się z nami w dyskusję, zacząć działać. Dajemy mu do tego pełne prawo - ale nie zmuszamy.
Później był "Krzyk" na podstawie "Kaliguli" Camus'a, "Antygona" i "Furia" inspirowana Rushdie'm. W końcu "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją". Opowieść o strachu, czasie i uwikłaniu w czas, o umieraniu odartym z wszelkiej wzniosłości, o zadawaniu pytań i poszukiwaniu odpowiedzi. "Kiedy to było gdy człowiek po raz pierwszy dowiedział się o śmierci? Musiała być taka chwila. Może w dzieciństwie, kiedy człowiekowi przyszło na myśl, że nie będzie wiecznie żył? To musiał być cios - to musiało wryć się w pamięć. A jednak zupełnie sobie nie przypominam."
A teraz mija 10 lat. Graliśmy w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Edynburgu. Byliśmy gośćmi chociażby takich festiwali, jak "The Best Off", "Kontestacje", Akcja Teatralna "Azyl". Trzykrotnie zdobywaliśmy nagrody Łódzkich Spotkań Teatralnych, wygraliśmy III Międzynarodowy Festiwal Działań Teatralnych i Plastycznych "Zderzenia". Mamy plik recenzji, nagraliśmy reportaże ze spektakli dla "Pegaza" czy "Łossskotu". Zostaliśmy bohaterami pracy magisterskiej. Ale najważniejsze w tych niesprzyjających czasach - ciągle istniejemy.
Teraz "HamletMaszyna". To trudny materiał. Heiner Müller pisał, że tragedia naszych czasów polega na tym, iż ciągle odnajdujemy siebie u Shakespeare'a. Podobnie jest z tekstem Müllera. Sama postać Hamleta to tylko wytrych, klucz do zmierzenia się z samym sobą. Być może nieco zmieniły się okoliczności, świat już dawno dzieli się na "po '89", ale... Po moim dzieciństwie zdążyły przejechać się czołgi stanu wojennego. Dokąd teraz zmierza Europa i dlaczego wieszczymy jej koniec? Oriana Fallaci pisała o cywilizacji strachu. Świat, w którym nam przyszło żyć, nam - jeszcze ciągle młodym, wcale nie jest lepszy.
Ewelina Kaufmann, Teatr LA M.ORT